Filmystic

Blog filmowy

infernopic

Inferno (film)

Recenzji książki Inferno, której autorem jest Dan Brown, dokonałam już dawno temu i możecie znaleźć ją TUTAJ. Dziś chciałabym skupić się na filmie Rona Howarda. Nie będę potrafiła jednak uniknąć porównań do powieści, która na szczęście w niewielkim stopniu różni się od adaptacji.

W poprzednim wpisie wspominałam, że książka miała swoje dobre i gorsze, nużące momenty oraz wspaniałe zakończenie. Z filmem jest bardzo podobnie. Zaczyna się szybko i ciekawie, zagadka goni zagadkę, w trakcie kilka rzeczy trochę się gmatwa, co nudzi widza, a zakończenie jest istnym majstersztykiem.

Do kina wybrałam się z rodziną, która nie miała okazji czytać książki. Miałam wrażenie, że film nie zainteresował ich aż w takim stopniu jak mnie. Szczególnie mojego tatę, który raz za razem ziewał. Sądzę, że powodem może być moja znajomość fabuły. Dokładnie wiedziałam, co kryje się za każdą zagadką i nic nie było dla mnie niejasne. Zupełnie inny od mojego taty odbiór miał na przykład chłopak mojej siostry, który filmem był zachwycony. Wszystko więc zależne jest od gustu.

Prócz Toma Hanksa, który niesamowitym, lecz już nieco podstarzałym aktorem jest, film skradli Felicity Jones w roli Dr Sienny Brooks oraz magnetyczny Ben Foster w roli szaleńca, Bertranda Zobrista. Mimo, że ten ostatni nie miał w filmie wielu scen, przekonał mnie do swojego szaleństwa, przekonał mnie również do tego, że to szaleństwo wcale może nim nie być. Pamiętam, że dokładnie tak wyobrażałam sobie tę postać, czytając książkę.

Różnice między powieścią, a adaptacją to między innymi wygląd głównej bohaterki, jej motywacja w działaniu oraz wątek miłosny Roberta Langdona i Elizabeth Sinskey, który do filmu wręcz musiał być dodany, jak zresztą do każdego. Kilka wątków z lekka spłaszczono i uproszczono, a jeden w ogóle pominięto.

Poza tym scenariusz mocno oparto na fabule książki. Miejsca, które na podstawie powieści przedstawił reżyser są dokładnie takie jak w moich wyobrażeniach. Ostatnia scena akcji przyprawia wręcz o dreszcz, a widz wraz z bohaterami wynurza się z wody, by złapać oddech.

Na pochwałę zasługują: muzyka Hansa Zimmera, idealnie użyte światło, które nie przyprawia o ból głowy, a wręcz oddaje kolorystykę filmu oraz wartkie ruchy kamerą. Dobrze, że na ekranie można dostrzec myśli bohatera oraz rozwiązania jego zagadek, dlatego, że gdyby tego zabrakło, film mógłby być zrozumiany jedynie przez czytelników.

Dla wielu osób film ten może być także rozczarowaniem. Czytając książkę, śledzimy krok po kroku rozwiązania zagadek, które do odgadnięcia ma Langdon, ba!, sami rozwiązujemy je wcześniej, bądź dziwimy się, gdy coś poszło nie po naszej myśli. W filmie rozwiązania podane są nam na tacy, akcja dzieje się tak szybko, że nie mamy nawet chwili, by pomyśleć, czy nie jesteśmy robieni w przysłowiowe bambuko.

Inferno – zarówno książka jak i film – wybitnym dziełem nie jest. Niemniej jednak polecam się wybrać, choćby z powodu idei, która została przedstawiona oraz śledztwa, które prowadzi do zaskakującego i emocjonującego finału. Film dostaje 7 na 10 punktów.

Polub mnie i udostępnij dalej!
Ben FosterDan BrownDanteFelicity JonesInfernopiekłoRon HowardTom Hanks

Justyna Kalinowska • 18 października 2016


Previous Post

Next Post

Dodaj komentarz

Your email address will not be published / Required fields are marked *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>

Podoba Ci się mój blog? Udostępnij go dalej