Filmystic

Blog filmowy

ukrytepiekno

Ukryte piękno

Gdy umiera ktoś bliski, cały świat się wali i wszystko, co do tej pory dawało nam radość, nagle traci sens. Wszyscy wokół mówią nam, że wszystko będzie dobrze i samo się ułoży, a w całej tej sytuacji najlepiej byłoby odnaleźć ukryte piękno. Czy tak się jednak da?

Howard to nowojorski specjalista od reklamy. Jego życie to pasmo sukcesów. Ma żonę, córeczkę oraz dobrze zarabia. Czego chcieć więcej? Los chce jednak uprzykrzyć mu życie. Pewnego dnia na skutek choroby jego córka umiera, a świat Howarda zmienia się diametralnie. Radość ustępuje smutkowi, nadzieja na lepsze jutro gaśnie. Mężczyzna przestaje dbać o własne interesy, rozwodzi się z żoną, zaniedbuje firmę i przyjaciół. Zaczyna pisać listy do trzech bytów, które bez wyjątku występują w życiu każdego człowieka: do śmierci, miłości oraz czasu. Sprawę zauważają jego przyjaciele. Kochają go i nie mogą znieść tego, że Howard nawet nie zamierza wydostać się z dołka. Obmyślają plan, który ma pomóc mu dojść do ładu.

Wszystko wyglądałoby naprawdę przyzwoicie, gdyby nie kilka rzeczy, które trochę mnie zraziły. Po pierwsze, interesowność przyjaciół. Mam wrażenie, że plan wyrwania głównego bohatera z dołka został obmyślony głównie po to, by uchronić swoje interesy (wszyscy bohaterowie pracują w jednej firmie). Nie na tym chyba ma polegać przyjaźń. Po drugie, bardzo nudny początek. Mam świadomość, że twórcy potrzebują kilku minut, by przedstawić sylwetkę bohaterów i ich sytuacje, jednak tutaj było to zbyt rozległe i czasem łapałam swoje myśli w innym miejscu. Po trzecie, postawienie sobie łez widza za główny cel. By to osiągnąć, zabrano się chyba za wszystkie możliwe chwyty. Dosłownie każdy bohater w filmie płakał choć raz. Po czwarte, górnolotne dialogi. Nie wiem jak na co dzień rozmawiacie z innymi ludźmi w sytuacjach nieoficjalnych. Zapewne używacie zarówno prostych jak i trudniejszych wyrażeń, ale wątpię, że ktoś rzuca cytatami z Biblii lub książek filozoficznych jak z rękawa.

Ukryte piękno miało jednak także swoje spore plusy, które znacznie poprawiły punktację. Na pewno obsada i zarazem gra aktorska. Will Smith poradził sobie całkiem nieźle, ale nie on brylował w tym filmie. Helen Mirren to królowa w każdym tego słowa znaczeniu. Skradła cały film i całą jego mądrość możemy przyrównać z nią. Znakomici byli także: Edward Norton, Kate Winslet oraz Keira Knightley. Zaskoczeniem był dla mnie młody aktor Jacob Latimore, którego pierwszy raz miałam okazję zobaczyć w filmie. Był przekonywujący, charyzmatyczny i żwawy. Kolejną rzeczą, która udała się twórcom, było zakończenie. Scena, w której Howard rozmawia z Madeleine, była pełna napięcia i jako jedyna w niewymuszony sposób sprawiła, że autentycznie się wzruszyłam. Szybsze bicie serca zapewnił mi jeden z wątków pobocznych, gdzie swoje pięć minut miał Michael Peña. Aż w końcu muzyka, czyli to, na co zwracam większą uwagę niż powinnam. Była genialna.

Czy polecam wybrać się na Ukryte piękno? Myślę, że tak, chociaż miałam problem, by zdecydować się, co napisać w zakończeniu. Jeśli komuś ten film pomoże dostrzec dobro w tak tragicznej sytuacji, jaką jest śmierć bliskiej osoby, to jak najbardziej warto, lecz sądzę, że lepszą opcją jest otwarcie się na przyjaciół, którzy chcą nas wspierać. Oby tylko zachowywali się porządniej niż ci w filmie.

Moja ocena to 6+/10.

Polub mnie i udostępnij dalej!
collateral beautydavid frankeledward nortonhelen mirrenkate winsletkeira knightleyukryte pięknowill smith

Justyna Kalinowska • 8 stycznia 2017


Previous Post

Next Post

Podoba Ci się mój blog? Udostępnij go dalej