Filmystic

Blog filmowy

la la land
3

La La Land

Już dawno nie miałam tak dużych oczekiwań wobec jakiegokolwiek filmu. A wiecie jak to jest z oczekiwaniami. Szybko zostają zweryfikowane i okazuje się, że produkcja jest taka sobie i nawet te 7 Złotych Globów tego nie rekompensuje. 

La La Land to opowieść o dwójce artystów, próbujących wybić się w Hollywood. Mia jest początkującą aktorką, która przynajmniej kilka razy w tygodniu pojawia się na przesłuchaniach, a Sebastian to pianista, grający do kotleta, marzący o własnym klubie jazzowym. Oboje zakochują się w sobie, lecz z czasem następuje czas trudnych wyborów. Brzmi banalnie? Oczywiście. Takich lub podobnych historii było wiele, dlatego tym bardziej zaskoczona byłam swoją reakcją.

W swoim życiu płakałam na dwóch filmachTitanicu oraz Wichrach namiętności. Po sobotnim seansie mogę dodać do tej kolekcji następny film. Mam na myśli głównie zakończenie, podczas którego podawano mi stos chusteczek. Nie mogłam zapanować nad tym w żaden sposób. Nie będzie spoilerów, nie bójcie się : – )

Oglądając film, zazwyczaj mam się do czego przyczepić. Nawet jeśli film jest genialny, ja znajduję choć jedną rzecz, która mogłaby być zrobiona inaczej. W La La Land nie mam się do czego przyczepić, choćbym bardzo chciała ; – )

Produkcja podzielona jest na sekwencje (zima, wiosna, lato, jesień). W każdej z nich obserwujemy różne momenty życia bohaterów, ewolucje ich związku oraz marzeń. Żadna ze scen nie jest przypadkowa. Film wciąga od pierwszym minut i trzyma do końca. Jest pełen master shotów, czyli długich, doprecyzowanych ujęć. Każdy kadr jest opasły w soczyste kolory, stylizowany na lata sześćdziesiąte, mimo że akcja dzieje się współcześnie.

MUZYKA. Panie i Panowie, mogę śmiało stwierdzić, że La La Land jest muzycznym arcydziełem, pełnym tak wspaniałych utworów (ukłon dla kompozytora Justina Hurwitza) jak: Another Day of Sun, Someone in the Crowd czy Start a Fire oraz innych magicznych soundtracków. Osobno muszę wyróżnić piosenkę City of Stars, która moim zdaniem weszła już do kanonu musicalowych dzieł.

GRA AKTORSKA. Nigdy nie wiedziałam, dlaczego ludzie (szczególnie kobiety) zachwycają się Ryanem Goslingiem, a faceci przepadają za Emmą Stone. Owszem, widywałam ich już w filmach i zawsze byli dobrzy, ale nie jakoś specjalnie powalający. W La La Land przeszli samych siebie. Każdy gest, mimika, spojrzenie czy dialog był do bólu szczery. To jest wyłącznie ich film. Nie ma w nim ról drugoplanowych. Są jedynie epizodyczne i w całej historii mało znaczące.

Gra aktorska w połączeniu ze scenariuszem i znakomicie poprowadzoną reżyserią Damiena Chazella sprawiły, że cały film jest prawdziwy i nienachalny. Mimo gatunkowości, nie ma w produkcji aż tyle muzyki, ile można by było się spodziewać. Każdy utwór z czegoś wynika i nie pojawia się w sposób sztuczny. La La Land mnie zaczarowało i jeszcze przez pewien czas ta magia we mnie pozostanie. Koniecznie wybierzcie się na ten film! 10/10

Polub mnie i udostępnij dalej!
Damien ChazelleEmma StoneJustin HurwitzLa La LandmusicalOscaryOscary 2017romansRyan Gosling

Justyna Kalinowska • 24 stycznia 2017


Previous Post

Next Post

Comments

  1. Delightuful 28 stycznia 2017 - 22:09 Reply

    Mam ciarki na calym ciele myslac o tym filmie. Na pewno go obejrzę

    • Justyna Kalinowska 30 stycznia 2017 - 13:29 Reply

      Koniecznie! :D

  2. Mateusz 25 maja 2017 - 15:08 Reply

    Nie oglądałem tego filmu, ale sądząc po produkcji może mieć ciekawe zdjęcia. generalnie opinie na ten temat są bardzo dobre. Mnie jednak bardziej obchodzi technika, niż sama fabuła.

Odpowiedz na „Justyna KalinowskaAnuluj pisanie odpowiedzi

Your email address will not be published / Required fields are marked *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>

Podoba Ci się mój blog? Udostępnij go dalej