Filmystic

Blog filmowy

18254045_1497334706978524_81208421_n

Dania – co robić w trudnych sytuacjach?

Z podróżami mam o tyle problem, że dosłownie każdy mój wyjazd zawiera w sobie niespodziewaną przygodę. Gdy byłam w Londynie, zgubiłam się i totalnie nie wiedziałam, gdzie jestem. Lecąc trzy miesiące później do Manchesteru, byłam zmuszona sama spać na lotnisku i czekać, aż otworzą informację turystyczną o siódmej rano. Gdy w lutym wybierałam się do Danii, w drodze powrotnej do Polski przebiegłam przez lotniskową bramkę dwie minuty przed jej zamknięciem, w dodatku nie z mojej winy.

Pomyślałam, że spróbuję napisać o moich przygodach pierwszy artykuł, chcąc pokazać jak powstrzymać panikę i co oczywiście można zrobić w trudnych sytuacjach. Opowiem też trochę o swoich wrażeniach, o tym, czy warto wybrać się do Danii i dlaczego prawie nie zdążyłam na samolot do domu.

A więc (tak, wiem, zdania nie zaczyna się od a więc), zacznę od tego, że niestety język angielski jest bardzo istotną sprawą w moich podróżach. Nie będę oszukiwała, że każdy wszędzie i zawsze da sobie radę, w dodatku jeśli zazwyczaj podróżuje, tak jak ja, sam. Język angielski pomógł mi wybrnąć z każdej sytuacji i myślę, że warto go znać przynajmniej na poziomie komunikatywnym.

16707067_1404481352930527_1450898076_n

Danię odwiedziłam na zaproszenie mojej kochanej przyjaciółki, która mieszka tam jak na razie na stałe. To jest dopiero odważna kobieta! Była w stanie sama zorganizować całą przeprowadzkę i studia, użerając się z duńską biurokracją. Wracając jednak do sprawy, bilet lotniczy zarezerwowałam dzięki stronie Skyscanner, by znaleźć możliwie jak najtańszy lot. Wiedziałam, że do Kopenhagi nie dostanę się tanio (ceny oscylowały gdzieś w granicach 600 – 800 zł), więc wybrałam lotnisko Malmö w Szwecji. Mogę zdradzić, że za bilet w obie strony zapłaciłam w sumie 220 zł, dopłacając przy tym za miejsca przy oknie oraz za duży bagaż podręczny (nie brałam walizki). Leciałam liniami Wizz Air. Kilka dni przed wyjazdem odprawiłam się online, co później uratowało mi życie.

Ze Szwecji do Danii (dokładniej do Kopenhagi) oraz w ostatnim dniu z Danii do Szwecji jechałam Neptunbusem, który swoje odjazdy i przyjazdy dostosowane ma do lotów Katowice-Malmö, dlatego jeśli samolot ma opóźnienie, bus czeka na pasażerów. Odjeżdża prosto spod lotniska, a w Kopenhadze zatrzymuje się zaraz obok głównego dworca kolejowego. Trasę z Kopenhagi do Odense (tam mieszka moja przyjaciółka) pokonałam dzięki biletowi DSB.

Untitled 1

W Kopenhadze spotkałam się z moją przyjaciółką i cały dzień zwiedzałyśmy stolicę Danii. Do Odense wracałyśmy w nocy i w pociągu spotkał nas pierwszy problem. Bilet DSB rezerwowała mi Krysia. Płacąc za niego, musiała podać swoje dane, w tym numer swojej karty płatniczej. Co dziwne, konduktor sprawdził nam nie tylko bilety, ale także właśnie te karty. Dowiedziałam się, że gdy kilka dni później będę wracała do Kopenhagi sama, nie przyjmą mi tego biletu, dlatego że widnieje na nim nie mój numer. W czasie wolnym próbowałyśmy załatwić tę sprawę. Wykonywałyśmy masę długich połączeń telefonicznych, by zmienić dane na moje. W Danii naprawdę trudno jest się połączyć z kimś kompetentnym! Musisz czekać nawet godzinę, słuchając przy tym głupiej muzyczki. Chciałyśmy więc załatwić to osobiście. W końcu kontakt twarzą w twarz jest wygodniejszy. W biurze stacjonarnym, mieszczącym się na dworcu, pani powiedziała, że w Danii wszystko załatwia się przez internet lub telefon, dlatego ona nie jest w stanie pomóc. Wyobraźcie sobie coś takiego w Polsce. Naprawdę nie mamy na co narzekać. W końcu udało nam się połączyć z kimś, kto nam pomógł. Bardzo ważne, by w takich sytuacjach nie spieszyć się, nie denerwować, tylko na spokojnie wszystko tłumaczyć, a następnie literować swoje imię i nazwisko oraz numer karty. Po co dokładać sobie problemów.

16729602_1404481362930526_702201074_n

Kopenhaga jest małą stolicą, utrzymaną w starym stylu. Budynki są szare bądź ceglane, co ze śniegiem dość ciekawie się komponuje i nadaje klimat. Najpopularniejszym miejscem jest chyba Nyhavn, gdzie robiłam dużo zdjęć i jedno z nich możecie zobaczyć np. w nagłówku. Niedaleko tamtej okolicy trafiłyśmy na street food. W Kopnehadze jest to wielki magazyn, przypominający dawną stodołę, gdzie umieszczonych jest wiele uliczek ze stoiskami. Każde stoisko reprezentuje jedzenie z innego kraju. Można tam zjeść w przystępnej cenie, co nie jest takie oczywiste, ponieważ w całej Danii jest nie tylko zimno, ale i drogo. Normalnie za kawę zapłacisz nawet 60 koron duńskich (ok. 40 zł), tam 30 koron (20 zł). Na kolację wydasz średnio 150 koron (90 zł), próbując street food ok. 80-100 koron (45-60 zł).

Co do Duńczyków, od mężczyzn innej narodowości łatwo ich odróżnić. Są oni przystojni, zawsze. Wszystkie kobiety to blondynki. Zazwyczaj mają długie, proste, lśniące włosy. Nie są już jednak tak piękne jak przystojni są mężczyźni.

Odense jest mniejszym miastem, jednak nadal trzecim pod względem wielkości w całej Danii. Utrzymany jest w podobnym stylu, co Kopenhaga. Centrum posiada mnóstwo małych, kolorowych uliczek, a dzielnice mieszkalne złożone są z ogromu identycznych kamienic, dlatego nie warto wracać do domu pod wpływem alkoholu. Łatwo można pomylić miejsce, w którym się mieszka. W centrum jest dużo restauracji i kawiarni. Można odnieść wrażenie, że Duńczycy nie imprezują, bo nigdzie nie mogłyśmy znaleźć żadnego pubu (Krysia dopiero od kilku dni mieszkała w Odense, wcześniej w Aarhus). Wrażenie oczywiście jest mylne. Podczas gdy w piątkowy wieczór wędrowałyśmy w poszukiwaniach jakiegoś fajnego miejsca, ukazała nam się schowana w samym środku miasta uliczka, odgrodzona od reszty centrum. W niej znajdowały się same puby, m.in. angielskie, irlandzkie czy duńskie.

18254108_1497334633645198_1187947409_n

Moja lotniskowa przygoda

Do Polski wszystkie przystanki pokonywałam już całkiem sama. Krysia odprowadziła mnie na dworzec w Odense. Bez problemów, już z nowym biletem, dotarłam do Kopenhagi. Tam czekałam na busa do Malmö. Wsiadłam z myślą, że to pierwsza podróż, która skończyła się bez większych przeszkód. Gdy tylko wypowiedziałam w głowie to zdanie, bus zatrzymał się na ulicy, zawrócił na zielonej wysepce i kierowca oznajmił, że most między Danią a Szwecją został zamknięty, a korek ciągnie się na kilkadziesiąt kilometrów. Do dziś nie wiem, jak mogli tego nie przewidzieć, gdyż później okazało się, że most zamknięty był już od kilkunastu godzin. Przewoźnik uznał, że nie zdążymy na lot do Katowic. Wśród pasażerów było kilku Polaków oraz osoby innej narodowości i wszyscy chcieliśmy się dostać właśnie na ten lot. Jako, że w takich sytuacjach włącza mi się zimna krew, razem z jeszcze jednym panem, który dobrze znał Danię, postanowiliśmy ogarnąć całą sprawę. Zajęliśmy się kilkunastoma osobami. Pod szczególną opiekę wzięłam Ormiankę, która strasznie spanikowała. Kazałam jej nie oddalać się ode mnie. Pobiegliśmy wszyscy na dworzec, którego nie znaliśmy (to już nie był ten sam obok którego wsiadaliśmy) i kupiliśmy bilety do Szwecji (ok. 100 koron duńskich – 60 zł). Pociągi jeżdżą pod wodą, dlatego żaden most nie był nam potrzebny. Natychmiast wsiedliśmy do pociągu. Policzyłam czy nikt z nas się nie zgubił. Okazało się, że nie ma jednego, starszego pana. Udało nam się go odnaleźć i ruszyliśmy w drogę. Pół godziny później wysiedliśmy na jednej ze stacji w Szwecji, lecz nadal byliśmy kilkadziesiąt kilometrów od lotniska. Przewoźnik totalnie się nie spisał. Wiedząc, gdzie wysiądziemy, od razu powinien podstawić po nas drugiego busa, jednak dopiero gdy zadzwoniliśmy do niego kolejny raz, postanowił to zrobić. Nie mieliśmy szans, by zdążyć na lot. Postanowiliśmy sobie poradzić inaczej. Szesnaście osób podzieliło się na cztery taksówki, by jak najbardziej zminimalizować koszty (140 koron szwedzkich od osoby – 70 zł). Po pół godzinie wszystkie samochody wjechały przed lotnisko w tym samym czasie. Wybiegliśmy z taksówek i całą grupą sunęliśmy w kierunku bramek, widząc na zegarze, że zostało nam pięć minut do ich zamknięcia. To była piękna przygoda.

Czy polecam zwiedzić Danię? Oczywiście, że tak. Zawsze warto podróżować. Wyjazdy i przygody z nimi związane nauczyły mnie więcej niż większość lekcji w szkole. Kraj ten jednak nie jest dla zmarzluchów. Trzeba się także liczyć z większymi wydatkami niż np. w krajach południowych.

Polub mnie i udostępnij dalej!
busDaniaKopenhagalotMalmoOdensepociągpodróżSzwecjatrudne sytuacje

Justyna Kalinowska • 3 maja 2017


Previous Post

Next Post

Dodaj komentarz

Your email address will not be published / Required fields are marked *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>

Podoba Ci się mój blog? Udostępnij go dalej